Po pierwsze
dziekuje, ze mnie zrozumialyscie- wasze rady podniosly mnie na duchu :* Na codzien nie moge sie nikomu az tak wygadac, wiec wybaczcie ,ze moje notki moga wydawac sie takie dluuugie i nudne :)
Tak jak myslalam, zobaczylam sie z
nim na kolejnej imprezie, przez caly czas mnie unikal-w sumie jakby na to spojrzec z innej strony, wygladal calkiem zabawnie...
Mniej wesole bylo to, kiedy (probujac byc pewna siebie i silna) w koncu na niego wpadlam i zapytalam dlaczego sie tak spina?! On zaczal belkotac,
ze to nie tak mialo byc, ze mu przykro, ze wrocil do poprzedniej dziewcyzny....czy tak zachowuje sie
dojrzaly, dorosly facet? Z obojetnoscia i humorem, dalam mu do zrozumienia ,ze malo mnie to obchodzi, ze od poczatku zalezalo mi na luznej znajomosci i niech sie nie martwi , bo mnie nie moze zranic ktos na kim mi
nie zalezy. Potem przepraszal, mowil, ze dziwi sie, ale i cieszy moja reakcją, ze spodziewal sie ostrej awantury (no tak -pewnie jak traktuje,tak
wszytskie laski to nie rzadko mu sie to zdarza...) i ze z checią utrzyma ze mna kumpelską znajomosc.
Jak zwykle na obietnicach sie skonczylo, bo od czasu tego spotkania
nie uslyszalam go ani nie zobaczylam. I wcale nie rozpaczam, w glebi serca ciesze sie,ze wyrzucilam mu w twarz to co chialam i co sprawilo ,ze poczulam sie
silniejsza. Mam nadzieje , ze osiagnelam zamierzony efekt niezaleznosci, ze nie traktuje mnie jak kolejnej naiwnej ofiary bedacej obiektem zartow.
Zreszta ciagle cos wewnatrz mnie powtarza,zebym nie przejmowala sie tym
incydentem , ze nie warto... ale wiem, ze rozumiecie w czym rzecz.. w
samoocenie. Moja pewnosc siebie, na ktora tak pracowalam uleciala w ciagu sekundy.. bo jak moze czuc sie kobieta, ktora w gruncie rzeczy nie ma za soba zadnego powaznego zwiazku.. ktora wystarczy facetom na jeden wieczor, ktora
jest soba i nie robi niczego wbrew sobie a jednak nie umie znalesc na swojej dordze nikogo kto potraktuje ja
powaznie...
Za wszytsko winie tusze, tlumacze sobie,ze gdybym byla wytrwala -co znaczy
szczupla- moje zycie wygladaloby inaczej..
Ale jak mozna dosiegnac marzen, kiedy od tygodnia moje wieczory wygladaja tak samo:
jedzenie, tv,
jedzenie, rozmyslanie co jest ze mna nie tak,
jedzenie itp ..itd :(
Wierze ,ze przynajmniej
Wy dacie mi dobry przyklad do nasladowania... ze w przeciwienstwie do mnie bedziecie silne i pokazecie mi co znaczy
osiagnac cel sciskam kochane :***